Polska Myśl Narodowa

Witryna Polska Myśl Narodowa stawia sobie za cel tworzenie i popularyzację opracowań na następujące tematy: interes narodowy Polaków w XXI wieku, polska tożsamość narodowa, postawa narodowa (nacjonalizm) kontra pseudopatriotyzm, historia narodu polskiego i jej narodowa wykładnia, ekonomia i zgubny wpływ forsowania neokolonialnego kapitalizmu na losy narodu, kapitalizm neoliberalny a demografia, cenzura i manipulacje socjotechniczne w Internecie. <!– naSSsDkNe6tDO2ACMtRb5IoMRwo –>

Category Archives: Ważne teksty

„Kolorowe rewolucje” i ich organizatorzy a suwerenność i niepodległość państw i narodów. Co łączy polską „Solidarność” z ukraińskim „Majdanem”?

Tekst jest objęty całkowitym zakazem przedruku. © Polska Myśl Narodowa

Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli w opracowaniu niniejszego tekstu. Mamy nadzieję, że zainspiruje on wiele przemyśleń, refleksji nad polską historią najnowszą – oraz stanie się przedmiotem wielu „nocnych rozmów Polaków”. Tekst jest obszerny, niestety omówienie wszystkich ważniejszych kwestii związanych z „kolorowymi rewolucjami” i tym, jak los narodu polskiego wpisuje się w ich logikę nie jest możliwe w sposób bardziej zwarty. Zachęcamy czytelników do zapoznania się z całym opracowaniem.
Redakcja PMN

„Aksamitne rewolucje” a suwerenność narodów i państw. Ogólna charakterystyka „kolorowych rewolucji”.

Sprawa Ukrainy powinna stać się pretekstem do debaty na temat obrony suwerenności1 narodu2 i instytucji tego narodu przed agresorami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Jako taka musi znaleźć się w kręgu zainteresowań każdego Polaka, szczególnie – Polaka myślącego w kategoriach polskiego interesu narodowego. Analiza problemu Ukrainy jest konieczna nie tylko z powodu jaskraowści naruszenia przez ośrodki zewnętrzne suwerennosci tego państwa, nie tylko dlatego, że podobna komedia „spontanicznego buntu społecznego” była odgrywana już dziesiątki razy we wszystkich zakątkach globu, gdzie sięgają wpływy tzw. „wolnego świata”. „Spontaniczne bunty społeczne” występują tam, gdzie miejscowy „niewolny świat” zaczyna prowadzić politykę zorientowaną na dobro własnego narodu, a nie – interesy »właścicieli« USA i jego europejskich satelitów oraz »ichnich« wielkich korporacji (zob. koniecznie: „Operacja Ajax„, patrz też Wyznania ekonomicznego hitmana, gdzie J. Perkins demaskuje kulisy neokolonializmu). Sprawa ta wymaga starannej analizy przez Polaków dlatego, że jeśli kiedykolwiek jeszcze odzyskają władzę na ziemiach polskich, odsuwając zainstalowane tu »elity«, obce ośrodki i ich agenturę wpływu, staną się celem identycznego ataku, jak ten, który już dwukrotnie przetoczył się przez Ukrainę, wcześniej zaś zdewastował Serbię. Atak ten będzie przebiegał według tego samego scenariusza, dopracowywanego latami do perfekcji (zob.: Historia kolorowych rewolucji), pod hasłami walki o „wolność”, „demokrację” i „prawa człowieka”, niezależnie od bezzasadności tych haseł. Niektóre państwa, jak np. Białoruś, Rosja i Wenezuela, zdołały oprzeć się atakom, co oznacza, że sytuacja w Polsce po hipotetycznym odzyskaniu suwerenności przez naród polski będzie trudna, ale nie – beznadziejna.
Czytaj więcej

Reklamy

„Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię!

Dlaczego hasło „Nie przepraszam za Jedwabne!” powinno zostać zastąpione hasłem „Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!”?

Jedwabne przygotowania

Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!

Niech za Jedwabne przepraszają Niemcy!

Przygotowania do tegorocznych obchodów rocznicy „pogromu” w Jedwabnem (10.VII.1941) rozpoczęły się jeszcze w roku 2012, premierą filmu „Pokłosie”. Sam film był jednak tylko cząstką szerszego, niezwykle agresywnego programu socjotechnicznego, opisanego w tekście “Pokłosie” jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach (gorąco polecamy lekturę). Także w roku 2013 zadbano o należyte przygotowanie, racząc polskiego widza kilka tygodni przed rocznicą serialem „Unsere Mütter, unsere Väter” i „debatą”, w trakcie której ponownie wmawiano Polakom sprawstwo mordu w Jedwabnem. Bez jakiejkolwiek reakcji ze strony prof. T. Szaroty z Instytutu Historii Polskiej PAN. Przekaz, jaki „poszedł w ciemny lud” jest oczywisty – wykorzystując olbrzymią oglądalność „debaty” stworzono wrażenie, że polskie sprawstwo i polska odpowiedzialność są bezdyskusyjne. O ile Żydowi – Szewachowi Weissowi, wmawiającemu Polakom Jedwabne trudno się dziwić, o tyle dziwić się można milczeniu prof. Szaroty. Ale są i profesorowie, którzy nie milczą w kwestii Jedwabnego. Oto w wywiadzie dla wydania specjalnego Focus-a z okazji rocznicy powstania w Getcie Warszawskim prof. K Jasiewicz stwierdza (w zupełnym oderwaniu od faktów!):

Bo ja głęboko jestem przekonany, ze za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdobycia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939 -1941 na terenie łomżyńskiego i we wszystkich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszkali) – stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, ze jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.

Źródło: Wywiad z prof K. Jasiewiczem, „Żydzi byli sami sobie winni?”, Focus Historia Ekstra 2/2013, s. 34 .

Prof. Jasiewicz za inne, prawdziwe stwierdzenia zawarte w tym wywiadzie został zdjęty ze stanowiska w PAN. Za oszczerstwa pod adresem polskich ofiar stalinizmu, niesłusznie skazanych za niemiecką zbrodnię w Jedwabnem nikt K. Jasiewicza do odpowiedzialności nie pociągnął. W mediach nie zawrzało. A ogłupieni Polacy nawet nie wiedzą, że powinno. Czy wypowiedź prof. Jasiewicza była niefortunnym potknięciem naukowca, który wypowiedział się w kwestiach, o których nie ma pojęcia, czy też złą wolą – trudno rozstrzygnąć. Prof. Jasiewicz został jednak przed Polakami uwiarygodniony, zarówno ostrymi (ale mającymi oparcie w faktach) wypowiedziami pod adresem Żydów, jak i represjami, które go za te wypowiedzi spotkały. Należy tu zaznaczyć, że ww. potknięcie nie może przekreślać wkładu naukowego prof. Jasiewicza w zdemaskowanie masowego charakteru kolaboracji Żydów ze stalinowskim aparatem represji po 17.IX.1939 (K. Jasiewicz, ‚Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów’). Z „afery Jasiewicza” „ciemny polski lud” wyciągnie niestety bardzo niefortunny wniosek: oto nawet taki świeżo wykreowany „judeosceptyczny autorytet” jak prof. Jasiewicz obciąża Polaków winą za Jedwabne. Czytaj więcej

Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich

Tekst jest objęty całkowitym zakazem przedruku. © Polska Myśl Narodowa

Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich

Trwająca obecnie zagłada demograficzna narodu polskiego przestaje być zjawiskiem dyskusyjnym bądź kwestionowanym, jest na ustach wszystkich. Pojawiają się fantastyczne wizje różnych profesorów. A to 1000 zł dopłaty do dziecka (Rybiński), a to … kolejne ulgi dla przedsiębiorstw (Orłowski, „Rzeczpospolita”, 15.II.2013). Brak jest dyskusji nad głównymi przyczynami zaistniałej sytuacji – katastrofą na rynku pracy i katastrofą w obszarze gospodarki mieszkaniowej. Polityka mieszkaniowa jest niezbędna w sytuacji, kiedy płace obywateli wskutek bezrobocia, różnicy sił negocjacyjnych pracownika i pracodawcy oraz polityki płacowej przedsiębiorstw zagranicznych pozostają na poziomie państwa kolonialnego, zaś koszty mieszkania zostały wywindowane w górę, poza zasięg dochodów „medianowego”* pracownika.

Przeciętny Polak kupi za roczne zarobki 4,6 metra kwadratowego mieszkania w Warszawie, Niemiec – 11 w Berlinie.

Przeciętny Polak kupi za roczne zarobki 4,6 metra kwadratowego mieszkania w Warszawie, Niemiec - 11 w Berlinie. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Źródło: Dane o zarobkach: Eurostat, dane o kosztach metra kwadratowego bankier.pl

Skutek? Prof. Kierżuń mówi o tym tak: Niemcy prowadzą konsekwentną politykę. W latach 70. wyemigrowało paręset tysięcy Polaków, którzy mieli rodziny w Niemczech. Oni się zgermanizowali. Także część mieszkańców Dolnego Śląska ma już obywatelstwo niemieckie i praktycznie tylko wakacje spędza w Polsce, a pracuje w Niemczech. Zabraknie nam specjalistów i robotników wykwalifikowanych, a to ograniczy możliwości rozwoju. Najzdolniejsi wyjeżdżają i tylko niewielki procent z nich wróci. W tej chwili przysyłają jeszcze pieniądze do Polski, ale to się skończy, kiedy ściągną rodziny. A przecież wymieramy jako naród, bo statystyczna Polka rodzi 1,23 dziecka.(za: wpolityce.pl)

Jednym z mechanizmów depopulacji Polski jest masowa emigracja Polaków, pozbawionych pracy i perspektyw na jej znalezienie w kraju. Nie jest to w dziejach polskich czymś nowym. Większość Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że taki stan miał już w przeszłości miejsce. Zawsze, kiedy jeden naród jest zmuszany warunkami ekonomicznymi bądź politycznymi do opuszczania ziemi ojców, a ci, którzy pozostają nie są w stanie wychować dostatecznej liczby dzieci, by podtrzymać populację, inny naród zajmuje jego miejsce. Tak się stało np. z serbskim Kosowem. Serbowie zostali wyparci z ziem swoich praojców przez nację, która pokonała ich demograficznie – częściowo wymuszając emigrację poprzez napór demograficzny i obyczajowy, częściowo metodami politycznymi. Agresja NATO (a w zasadzie USA) przeciw Serbii istotnie sfinalizowała politycznie to, co od kilkudziesięciu lat dojrzewało demograficznie. W ten sam sposób agresorzy demograficzni przejmują dzielnice i całe miasta w Europie Zachodniej: we Francji, Niemczech, Norwegii i Szwecji. Autochtoniczna większość staje sie mniejszością i ucieka z dzielnic, gdzie większością przestała być. Tej ucieczce towarzyszy zamykanie działalności gospodarczej i punktów usługowych, co dodatkowo przyspiesza proces opuszczania dzielnicy przez pozostałych przedstawicieli narodu gospodarzy (patrz film: Multiculturalisme et islam en France reportage de CBN (napisy EN)). Niniejszy tekst może czytelnik traktować jako przypomnienie pewnych faktów z historii, uzmysłowienie mu obecnej sytuacji i przestrogę, gdyż przyszłość może okazać się mało optymistyczna.

Wróćmy jednak do losów narodu polskiego, gdyż te nas najbardziej powinny interesować. Polacy wprawdzie na razie nie są wypierani z dzielnic swoich miast, tylko je opuszczają (przykład depopulacji Łodzi nie jest unikalny), tworząc przestrzeń dla osadników. Ci przybędą zachęceni albo ekonomicznie (na co się wobec kryzysu nie zanosi), albo ideologicznie (np. odtwarzanie diaspory – i nie jest to taki nieprawdopodobny motyw, jak się może wydawać (link), tym bardziej, że już są przeprowadzane prowokacje sprawdzające reakcje społeczeństwa polskiego na podobne koncepcje (patrz np. filmy Y.Bartany i S. Sierakowskiego z Krytyki Politycznej, link)).
Powiedzenie „historia lubi się powtarzać” jest szczególnie zasadne w przypadku historii gospodarczej i demografii – pewne prawa pozostają niezmiennymi. Historia narodu polskiego zawiera w sobie zarówno elementy kolonizacji polskich ziem przez inne nacje – Niemców i Żydów, jak i masową ucieczkę Polaków wymuszoną warunkami ekonomicznymi.

_______________

↑* „medianowy” pracownik – posiadający wartość jakiejś cechy na takim poziomie, że u 50% pracowników ta cecha występuje z mniejszym natężeniem, a u 50% z większym, w ww. przypadku chodzi o dochody

Czytaj więcej

Dlaczego Polsce nie wolno przyjąć Euro? Dlaczego przystąpienie do Unii Europejskiej zaszkodziło Polsce?

Tekst jest objęty całkowitym zakazem przedruku. © Polska Myśl Narodowa

Dlaczego Polsce nie wolno przyjąć Euro? Dlaczego przystąpienie do Unii Europejskiej zaszkodziło Polsce?

Tekst profesora Pawła Bożyka opublikowany niedawno na jednym z serwisów internetowych zaowocował zestawem ważnych refleksji nad ekonomicznymi i demograficznymi skutkami członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Dziś już nikt nie może mieć wątpliwości, że wejście do Unii Europejskiej było dla narodu polskiego katastrofą. Tymczasem trwają przymiarki do ostatecznego zniszczenia, już tylko formalnych, resztek suwerenności polskiej polityki gospodarczej. Przybierają one postać przystąpienia do Paktu Fiskalnego i przyspieszenia przystąpienia Polski do ERM-2 i w efekcie – do strefy Euro. W ostatnich tygodniach w głównych mediach prowadzona była agitacja za walutą Euro. Echa tej agitacji przetoczyły się przez wiele serwisów internetowych, niestety zabrakło kompetentnego i zwartego zaprezentowania niebezpieczeństw związanych z przystąpieniem do strefy Euro. Ten tekst, mimo że ma charakter polemiki, w sposób przystępny prezentuje wyżej wspomniane kwestie bez niedomówień. Zachęcamy do lektury.

Redakcja Polskiej Myśli Narodowej

Dlaczego Polsce pod żadnym pozorem nie wolno wejść do strefy Euro?

Polemika z tekstem prof. Pawła Bożyka
Neoliberalizm a kryzys w strefie euro; geopolityczne przyczyny i skutki kryzysu – część I

Panie Profesorze, do przybliżenia współczesnemu czytelnikowi problemu kryzysu w strefie Euro nie potrzeba wprowadzać neoliberalizmu do równania, do momentu, kiedy nie zaczyna się rozmowa o metodach wyjścia z kryzysu zadłużeniowego.

Na wstępie warto zauważyć, że kryzysy w strefie Euro mają inną naturę niż Wielki Kryzys w USA (1929). W USA mieliśmy do czynienia ze spiralą debt-deflation. Polegała ona na tym, że zadłużone podmioty zaczynały ograniczać popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, co prowadziło do konieczności obniżania cen przez producentów, aby zwiększyć popyt – by być w stanie spłacić raty kredytu. Obniżka cen produktów wymuszała obniżkę płac, redukcję zatrudnienia, zmniejszała zyski – w związku z czym obsługa zadłużenia stawała się coraz większym ciężarem dla coraz większej liczby podmiotów. To wszystko działo się wewnątrz jednej gospodarki.
W strefie Euro mamy do czynienia z innym mechanizmem. Tutaj problemem państw peryferyjnych (Grecja, Hiszpania) jest to, że pożyczały one pieniądze z metropolii (Francja, Niemcy) na wysoki procent, a zdolność do spłaty kredytów zależała od tego, czy kolejne podmioty na peryferiach otrzymają kredyty, pozwalające podtrzymać koniunkturę (swoista piramida finansowa). Taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie – w momencie rozpoczęcia się kryzysu uległy załamaniu inwestycje spekulacyjne metropolii w krajach peryferyjnych (niemal całe budownictwo mieszkaniowe w Hiszpanii w latach poprzedzających kryzys było spekulacją). Inwestycje spekulacyjne doprowadziły do wywindowania płac na peryferiach – i zmniejszenia produktywności pracowników mierzonej wspólną walutą („wysoki jednostkowy koszt pracy”). Państwa te utraciły więc międzynarodową konkurencyjność, ponieważ do ich systemów finansowych nie wpłynął kapitał zwiększający produktywność pracy – czyli zwiększający moce produkcyjne, modernizujący maszyny, poprawiający techniczne wyposażenie pracowników w gospodarce – tylko spekulacyjny (w tym – pasożytujący na wysokim oprocentowaniu długu publicznego w krajach peryferyjnych z racji gorszego ratingu niż w metropolii). Jedynym wyjściem, by przywrócić konkurencyjność międzynarodową mogłoby być obniżenie … kursu walutowego (sic!), tak, by spadły płace w produkcji eksportowej – i wzrosła atrakcyjność eksportu, a w efekcie – by stała się możliwa spłata kredytów zagranicznych (z metropolii) – dzięki napływowi dewiz z eksportu. Tyle, że kursu walutowego nie dało się obniżyć, bo … kraje te były w unii monetarnej.
Czytaj więcej

Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków

Wstęp

Oddajemy w ręce czytelnika tekst obszernie zajmujący się problemem choroby polskich postaw i polskiej świadomości. Choroby którą omawiamy na przykładzie Powstania Styczniowego, wiążąc jednak wszędzie, gdzie to wskazane wątki występujące w Powstaniu Styczniowym z analogicznymi wątkami innych powstań. Za chorobę polskiej mentalności i polskiej wizji służby narodowi odpowiadają nie tylko okoliczności dziejowe, ale również trwająca od wieków praca wrogów narodu polskiego, polegająca na szczepieniu postaw, które w sprzyjających okolicznościach prowadzić będą do tragedii narodowych i rzezi Polaków – oraz na tępieniu wszelkich działań zmierzających do naprawy świadomości narodowej i postaw Polaków. W efekcie naszych prac powstał obszerny tekst, który niewyrobionego czytelnika może zniechęcić. Apelujemy więc w tym miejscu, aby każdy, zamiast się wcześnie zrażać – przeczytał i przemyślał poniższy artykuł i załączony fragment książki A. Wrotnowskiego, jeśli nie jednym wysiłkiem – to w kilku mniejszych. Gorąco polecamy również tekst Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki.

Życzymy lektury obfitującej w refleksje.
Redakcja Polskiej Myśli Narodowej

Obchodzona w 2013 roku 150-ta rocznica Powstania Styczniowego (22.I.1863) mogłaby stać się pretekstem do dyskusji nad błędnymi wyobrażeniami o tym, jakie powinny być postawy polityczne Polaków, w czym powinna przejawiać się ich służba narodowi polskiemu – oraz dlaczego pewne postawy uważane przez Polaków za patriotyczne są w swej naturze straszliwie antynarodowe. Te błędne wyobrażenia i wynikające z nich postawy nie tylko doprowadziły (przy wydatnej pomocy agentury pruskiej, austriackiej i intryg pierwiastków obcych Polakom etnicznie) w roku 1863 do tragedii narodowej, ale i odegrały decydującą rolę w pozostałych katastrofach narodowych (1830, 1944). O jakie postawy Polaków chodzi pisaliśmy już szeroko w tekście na temat Powstania Listopadowego. Przypomnijmy – piętnowaliśmy mylenie powinności narodowych z rywalizacją na „mołojecką” brawurę i „bohaterszczyznę”, nieliczenie się z konsekwencjami, jakie ta rywalizacja będzie miała dla innych Polaków – tak jednostek jak i narodu jako całości (to nieliczenie się to wręcz pogarda dla zdrowia i życia innych Polaków i ich mienia – a także wspólnego majątku narodowego), ignorowanie uwarunkowań geopolitycznych, geoekonomicznych i militarnych oraz myślenie życzeniowe. Polak myślący narodowo w swoich działaniach ma obowiązek stawiać na pierwszym miejscu los innych Polaków, a nie – żądzę popisania się przed innymi „patriotyzmem” czy wcielania w życie swoich wyobrażeń o poświęceniu dla „ojczyzny” bez oglądania się na skutki tych działań dla innych Polaków. Polak ma obowiązki wobec narodu polskiego – Polaków żyjących dziś – i tych, którzy dopiero nadejdą. To są obowiązki polskie, o których pisał Dmowski. Obowiązki wobec konkretnej zbiorowości ludzkiej, a nie – mglistej „ojczyzny” czy „niepodległości”. Z takiego pojmowania obowiązków jednostki wypływa troska o innych Polaków i nieustanny namysł nad tym, czy korzyści z określonych działań przewyższą potencjalne straty, czy nie. Narodowiec nie ma prawa podejmować ryzyka w sytuacji, kiedy klęska jest niemal pewna, a jedyną przesłanką za narażaniem życia innych jest narzucone mu czyjeś wyobrażenie o „honorze”. Nie ma prawa w sprawach narodowych kierować się emocjami – bo emocje czynią go łatwo narzędziem w rękach innych, którzy wpędzając go we wzburzenie sami zachowują dystans – i niekoniecznie służą sprawie polskiej. Celem narodu polskiego jest trwanie i budowanie dobrobytu Polaków, a nie – zapełnienie zwłokami Polaków cmentarzy, by stworzyć przestrzeń życiową dla innych (pomagających w zapełnianiu tych cmentarzy Polakami) narodów. Wojna jest przedłużeniem polityki (jak zauważył Clausevitz), a nie – metodą demonstracji postaw i emocji czy dowodzenia „racji moralnych”. Polityka zaś służy konkretnym celom narodowym – wymiernym ekonomicznie, demograficznie i politycznie. Polityka zmierzająca do realizacji innych celów – ze szkodą dla wyżej wymienionych obszarów bytu narodowego – musi być uznana za wrogą narodowi i zmierzającą w ostatecznym rozrachunku do wyniszczenia narodu. Jeden z nawybitniejszych polskich ideologów narodowych (jeśli nie najwybitniejszy – a dziś – z dziwnych powodów zamilczany i zapomniany), Zygmunt Balicki, postrzegał szkodliwość dyktatu emocji w polskim myśleniu politycznym bardzo podobnie: Czytaj więcej

Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Opracowanie: redakcja Polskiej Myśli Narodowej
Tekst jest objęty całkowitym zakazem przedruku. © Polska Myśl Narodowa

Powstanie listopadowe 1830, geneza, skutki, kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki, Finis Poloniae, 1831 Dietrich Monet

Finis Poloniae, 1831, obraz Dietricha Montena, przedstawiający przekroczenie granicy z Prusami przez rozbite oddziały powstańcze

W polskiej debacie publicznej funkcjonuje w ostatnich latach pojęcie „tradycji niepodległościowej”, do której różne ugrupowania roszczą sobie prawa, niekiedy – monopolistyczne. Opisywana „tradycja niepodległościowa” sprowadza się ostatecznie do kultu przedsięwzięć realizowanych w imię bądź indywidualnych ambicji sprawców, bądź w najlepszej wierze, lecz z czystej głupoty. Polacy mogliby bić się w piersi za własną nieudolność polityczną, gdyby ich romantyzm, oderwanie od rzeczywistości bądź dyletanctwo polityczne nie były (po dziś dzień?) inspirowane przez ośrodki zewnętrzne. Polski narodowiec musi w tym miejscu postawić kilka kluczowych pytań.
Po pierwsze – dlaczego Polacy mają otaczać kultem przedsięwzięcia godzące w interes narodu polskiego? Nie chodzi o szacunek dla prostych żołnierzy i ich ofiary. Chodzi o świadomość szkodliwości dla narodu polskiego i absurdalności samych zrywów. Roman Dmowski, jakże dziś w swej najistotniejszej nauce obcy polskim umysłom, walczył z kultem powstania styczniowego.
Po drugie – dlaczego, poprzez ww. kult mają konserwować mentalność, która wiodła naród od klęski ku klęsce? Nie łudźmy się – kult określonych zachowań wchodzi do kanonu polskich postaw patriotycznych – i zakaża środowiska narodowe.
Po trzecie – dlaczego Polacy mają ignorować to, że poprzez kształtowanie takiej mentalności tworzony jest elektorat dla polityków niezdolnych do prowadzenia racjonalnej polityki narodowej (realpolitik)? Przecież tak ukształtowany elektorat to ludzie niezdolni do racjonalnej analizy sytuacji politycznej, miotani (sprawnie podsycanymi) emocjami, bezkrytycznie akceptujący największe absurdy i najgorsze decyzje polityczne w imię „racji”, „krzywdy”, „słuszności” i roszczeń. Wskutek opisanej dywersji w Polsce polityk racjonalny zostanie odsunięty przez „bogoojczyźnianego” pieniacza. Albo będzie musiał dołączyć, przynajmniej formalnie do chóru głupców.
Po czwarte – dlaczego Polacy mają zapominać o cenie, jaką za ekstrawagancje głupców i idealistów sterowanych przez ośrodki zewnętrzne płacił naród?
Jak widać z powyższego spór pomiędzy narodowcami (realistami) a rozmaitymi „romantykami” / „niepodległościowcami” to nie spór o „rząd dusz”, tylko spór o to, jakie te dusze mają być – i w efekcie – czym się mają kierować w wyborach politycznych – krzykliwą symboliką, emocjami – czy zimną kalkulacją. I kogo mają wyłaniać na swoich przedstawicieli – manipulatorów odwołujących się do emocji, czy pragmatyków odwołujących się do zdrowego rozsądku.

Jeśli przyjrzymy się wszystkim polskim powstaniom, zauważymy, że powyższe pytania pasują do większości z nich. Sceptycyzm środowisk narodowych wobec powstań pozwolimy sobie zilustrować odwołaniem do tekstu z dnia kapitulacji Powstania Warszawskiego: Wielka Polska, Rok V, Warszawa, Poniedziałek, 2 październik 1944 R (link). Ale sam krytycyzm to dziedzictwo pracy narodowców w okresie międzywojennym (por. Narodowa Demokracja wobec tradycji powstań narodowych)
Czytaj więcej

Powstanie Warszawskie oczami narodowca

(Tym fragmentem szerszego artykułu o powstaniu chciałbym przybliżyć czytelnikom mniej znane okoliczności podjęcia decyzji o rozpoczeciu Powstania. W dalszych fragmentach, które tu będą systematycznie [na ile pozwolą na to inne obowiązki] dodawane spróbuję przedstawić ocenę zrywu z pozycji narodowych.)Powstanie Warszawskie to jedna z wielu tragedii, które dotknęły naród polski podczas drugiej wojny światowej. Polacy byli od początku tej wojny brutalnie eksterminowani przez Niemców. Już w pierwszych miesiącach okupacji doszło do planowych mordów na dziesiątkach tysięcy iteligentów, aktywistów politycznych i społecznych, osób zasłużonych dla Polski w Powstaniach Śląskich i Powstaniu Wielkopolskim. Jakie miejsce w martyrologii narodu polskiego zajmuje Powstanie Warszawskie? Ogółem na terenach okupowanych przez Niemców w latach 1939-1945 zginęło 3 mln etnicznych Polaków (w tym 1,3 do 1,5 mln w obozach koncentracyjnych) i 2,7-3 mln obywateli polskich pochodzenia żydowskiego[1].
Liczba cywilnych ofiar niemieckiego ludobójstwa w Warszawie jest szacowana na 150-200 tys.[2], 5 do 6,6% ogółu strat polskich. Dla porównania – w zupełnie zamilczanej przez „polskie” władze rzezi Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, dokonanej przez OUN i UPA Ukraińcy zamordowali 100[3]-130[4] tys. osób. Powyższe zestawienie prezentuję, aby uzmysłowić czytelnikom, jak niewielką cząstkę uwagi poświęcamy pamięci o milionach Polaków pomordowanych przez Niemców – i jak znaczącą częścią świadomości Polaków o ofiarach jest pamięć pomordowanych w Powstaniu Warszawskim. Nie robię tego w celu umniejszenia tragedii Powstania oczywiście – tylko w celu zwrócenia uwagi, że nasze postrzeganie historii staje się wskutek działania mediów punktowe. Polska golgota to lata systematycznego ludobójstwa, śmierci zbyt ciche, by o nich pisać chwytliwe artykuły i filmować reportaże. Co gorsza – nawet męczeństwo mieszkańców Woli, Mokotowa, Ochoty i Śródmieścia pozostaje w cieniu heroicznych wątków historii Powstania. Jesteśmy uczeni przez media pamiętania o łatwiejszej i przyjemniejszej części naszej historii, cena, którą przyszło zapłacić Polakom za heroizm spychana jest na margines oficjalnych obchodów – i zbiorowej pamięci narodu.

Co wyróżnia ofiary Powstania Warszawskiego? To, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa można było tych strat uniknąć. Niemal nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że o tragedii zadecydowały cztery osoby – Leopold Okulicki, Tadeusz Komorowski, Tadeusz Pełczyński i Antoni Chruściel, zmieniając decyzję podjętą zaledwie trzy godziny wcześniej. Nowa decyzja była całkowicie niezgodna ze starannie przemyślanymi i konsultowanymi z władzami cywilnymi pierwotnymi planami AK: Czytaj więcej

Prawda o „pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy, a nie – Polacy.

Przed lekturą poniższego tekstu zalecamy czytelnikowi zapoznanie się z najnowszym tekstem poruszającym kwestię mordu w Jedwabnem: “Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię!.

10 lipca minie kolejna rocznica niemieckiej zbrodni w Jedwabnem, mordu dokonanego przez gestapo i Einsatzkomando SS pod dowództwem hauptsturmführera Hermanna Schapera na Żydach. Udział Polaków w tej zbrodni wyglądał tak, jak w przytoczonym poniżej fragmencie stenogramów z procesu łomżyńskiego (w 1949 r.):

(…)(Skazano) Władysława Dąbrowskiego (na rozprawie nie przyznał się do winy, ‘Oskarżony zeznał, że nie chciał iść i Niemcy przez uderzenie w twarz zmusili go do pójścia.’, ‘ z nakazu niemieckiego, popartego zastosowaniem przymusu fizycznego /uderzenie pistoletem po głowie i dłonią w twarz, od ciosu stracił ząb/ udał się na rynek, aby pilnować ludność żydowską’, w śledztwie ‘przyznał się do pilnowania Żydów przez dwie godziny’, ‘treść zeznań złożonych w czasie postępowania przygotowawczego została na nim wymuszona biciem.’(…)
Źródło: Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?

Jak wyglądało to bicie przez śledczych z UB, wiemy ze sprawy Zygmunta Laudańskiego, skazanego w 1949 na 12 lat więzienia za rzekome zamordowanie Żydów (polecamy również wywiad z niewinnie skazanym w tym samym procesie Jerzym Laudańskim, do dziś nie zrehabilitowanym, mimo apelów do IPN):

Wiesław Wielopolski, W Jedwabnem Laudańskiego gnali gestapowcy, Tygodnik Głos NR 27 (884) 7 lipca 2001 za Wiadomości Piskie

(…)Wkrótce do Jedwabnego zjechało UB. Nabrali ludzi na samochody i zawieźli do Łomży. Tam tak zaczęli ich tłuc, że podpisywali co tylko bijący chcieli. Sielawina i Kalinowska, które nie umiały pisać ani czytać, “podpisywały” krzyżykami wszystkie protokoły, które im podsuwano. Niebrzydowskiego, który za pierwszych Sowietów pracował w MTS, zaczęli tłuc w pięty, żeby podpisał, że widział Laudańskich przy pędzeniu i paleniu Żydów w stodole. Chłop nie wytrzymał i podpisał. Przez długi czas nie mógł chodzić.(…)
Wreszcie przyszedł czas i na Zygmunta. Przesłuchania odbywały się według schematu: zaciemniony pokój, śledczy za biurkiem i ciągle te same pytania – kogo widział przy mordowaniu Żydów?
Próbował uczciwie wyjaśniać, że przy tym nie był i nikogo nie mógł widzieć. Wtedy śledczy naciskał przycisk na biurku, gasło światło, a z sąsiedniego pomieszczenia wpadało trzech rosłych ubowców. Jedno uderzenie wystarczało, by leżał na podłodze. Leżącego kopali, gdzie popadło: po głowie, brzuchu, nerkach – nie wybierali. Gdy starał się osłaniać głowę – dostawał w genitalia, gdy chronił przyrodzenie – kopali w głowę, gdy mdlał – cucili wodą i znów bili. (…) Zmusili go do wymienienia nazwiska Mariana Żyluka, jednak później został on przed sądem uniewinniony (okazało się, że gdy Niemcy mordowali Żydów, siedział w areszcie na posterunku żandarmerii w Jedwabnem).
Przy podpisywaniu protokołu śledczy dopisał, że w czasie przesłuchania nie stosowano przymusu fizycznego. Laudański gwałtownie zaprotestował. Śledczy nie ponaglał. Znów nacisnął przycisk na biurku, znów zgasło światło i wpadało trzech ubeckich opryszków. Cios w głowę, podłoga, kopy ubeckimi butami, ból, utrata świadomości. Nie chciał umierać w katuszach, jakie zadawali mu żydowscy oficerowie UB.(…)
Źródło: http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_511.html

To dość niespodziewany obraz wypadków, nie taką wersję przedstawiono w mediach, prawda? Czytaj więcej

Hasbara w polskim internecie. Definicja, metody, organizacja (wikipedia).

Ponieważ w polskiej wersji wikipedii brak hasła hasbara, pora zapełnić tą lukę informacyjną. Zawartość anglojęzycznej wikipedii niestety rozczarowuje. Z tego powodu, aby pełniej przybliżyć polskiemu czytelnikowi zjawisko, definicja zostanie uzupełniona kilkoma występującymi w polskim internecie artykułami – oraz uwagami autora.
Polska przestrzeń informacyjna od dawna jest atakowana przez najróżniejsze odmiany propagatorów interesów Izraela i diaspory żydowskiej. Przejawami aktywności propagandowej są takie sprawy jak medialna otoczka zbrodni w Jedwabnem, rozmaite akcje promujące multikulturalizm, w szczególności – co oczywiste – kulturę żydowską. Te zjawiska nie narastają skokowo, ale Polska w roku 2012 różni się uderzająco pod tym względem od Polski z 1992 r. Niektóre akcje antypolskie przybierają bardzo szokujące formy, jak np. to, co robiła Y. Batrana we współpracy z „Krytyką polityczną”. Nie jesteśmy w stanie ustalić, jaka część obserwowanej aktywności medialnej środowisk żydowskich jest zarządzana z zewnątrz, a jaka jest zwykłą, spontaniczną działalnością, która by istniała bez ośrodków koordynujących różne akcje. Wiele z tych akcji nie wyczerpuje definicji hasbary, bo też w Polsce działania środowisk żydowskich mogą mieć cele inne niż w pozostałych krajach świata, choćby ze względu na kwestię restytucji mienia żydowskiego. Czytaj więcej

Cenzura: Google ukrywa, Polakom nie wolno znaleźć w Internecie

System informacyjny jest niezwykle ważny dla kształtowania postaw, poglądów i systemów wartości Polaków (i każdego innego narodu). Naród, który utracił kontrolę nad własnym systemem informacyjnym jest skazany na zagładę. Nie będzie w stanie skutecznie reagować na zagrożenia – bo nie będzie podejrzewał ich istnienia. Świadomość narodowa zaniknie – a wraz z nią – tożsamość narodowa. Sam naród zostanie wchłonięty bądź przez inny naród, który utrzymał kontrolę nad swoim systemem informacyjnym – bądź przez wielonarodowe imperium (w którym też jakiś naród dominujący przecież będzie).

System informacyjny jest złożony z wielu elementów, z których coraz istotniejszym jest Internet. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, na jak dużą część artykułów, które uznaje za ważne, natyka się przypadkowo, przeglądając rożne strony – bądź poprzez hiperłącza nadesłane przez znajomych? Czy ktoś pamięta ile ważnych dla siebie treści znalazł za pośrednictwem wyszukiwarki? Czy ktoś wie, jaka część informacji, które – przetworzone na artykuły, notatki czy wykresy – dotarły do niego, zostały pozyskane przez ich autorów(/autorki) za pośrednictwem wyszukiwarki? Zapewnie takiej rachuby nie robi nikt – gdyby zrobił – mógłby się przestraszyć. Ale dlaczego?

Nasz (XXI-wieczny) system informacyjny składa się z dwóch kanałów- biernego – to treści serwowane nam przez otoczenie (media i osoby, z którymi się kontaktujemy) i czynnego/interaktywnego – takim jest internet. Internet jednak nie jest jednolitym medium. Składa się on z witryn gromadzących pewne treści – wyselekcjonowane przez właścicieli stron i podstron (serwisów internetowych)- i stron gromadzących informacje katalogowe o zawartości wszystkich innych witryn (wyszukiwarek internetowych).
Serwisom internetowym nie musimy ufać – ich treści są przecież w jakiś sposób powiązane z poglądami i interesami właścicieli. Wyszukiwarki natomiast są w teorii zainteresowane jak najrzetelniejszym i najbardziej dokładnym katalogowaniem wszystkich stron/artykułów publikowanych przez serwisy. Sprawa ACTA pokazała, że wyszukiwarka internetowa może jednak kierować się określonymi interesami filtrując treści. Ale przecież „ocenzurowano” treści nielegalne – odnośniki do plików zamieszczanych przez osoby, które nie posiadają praw autorskich do tychże plików. Czyli możemy spać spokojnie?
Czytaj więcej

%d blogerów lubi to: