Polska Myśl Narodowa

Witryna Polska Myśl Narodowa stawia sobie za cel tworzenie i popularyzację opracowań na następujące tematy: interes narodowy Polaków w XXI wieku, polska tożsamość narodowa, postawa narodowa (nacjonalizm) kontra pseudopatriotyzm, historia narodu polskiego i jej narodowa wykładnia, ekonomia i zgubny wpływ forsowania neokolonialnego kapitalizmu na losy narodu, kapitalizm neoliberalny a demografia, cenzura i manipulacje socjotechniczne w Internecie. <!– naSSsDkNe6tDO2ACMtRb5IoMRwo –>

Wolny Rynek NIE działa – polemika 1

soundman napisał/a:
p.e.1984 napisał/a:
Dla libertarianina dzieci sąsiada mogą za ścianą zdechnąć zgłodu, on ma to gdzieś.

Jak nie ma gdzieś, to niech pójdzie i da im jedzenie, a jak ma, to jego sprawa. Nikt nie może karać człowieka za skąpstwo.

Proponujesz, że lepiej byłoby siłą zabrać "libertarianinowi" jego zarobione drogą pracy (nie ukradzione) pieniądze, i dać za darmo jego biednemu sąsiadowi?

Brak zrozumienia problemu. We wspólnocie narodowej każdy odpowiada za każdego (obowiązek wobec narodu/ etyka narodowa na poziomie relacji jednostkowych – oraz – państwo narodowe – jednostka). W społeczeństwie zatomizowanym w imię syjonistycznej idei wolnego rynku zdychający z głodu Polak nie ma obchodzić kogokolwiek (państwa również). W takiej sytuacji nikt nie ma motywacji do walki o interes państwa – raczej postrzega je jako pasożyta.

Dodatkowo – warto się wyleczyć z mitu pełnego zatrudnienia w gospodarce wolnorynkowej. Ładnie ilustruje to model Shapiro-Stiglitza ( http://coin.wne.uw.edu.pl…ro_stiglitz.pdf ). Ponadto – na bezrobocie składa się również problem koordynacji (np. ww. nadpodaż osób o określonych kwalifikacjach, inwestowanie w niepotrzebne fabryki – które mimo bezrobocia – nie dadzą zatrudnienia, gorzej – zwiększą koszt pozyskania kapitału na fabryki potrzebne, lub – uniemożliwią pozyskanie tego kapitału). Warto wspomnieć o schumpeterowskiej teorii kreatywnej destrukcji – w ramach której wskutek postępu technologicznego znikać mają całe branże (bezrobocie strukturalne!) – i powstawać nowe. Teoria nie dostarcza odpowiedzi, co mają jeść ludzie, dla których nie ma miejsc pracy w nowo powstałych branżach (vide tkacze i rewolucja przemysłowa np.). Z tymi problemami dobrze sobie radzą państwa skandynawskie ( https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/01/26/ostateczny-krach-skandynawskiego-komunizmu/ ), Niemcy Erhardta również potrafiły sobie z problemem radzić.

We współczesnym świecie wygrywają narody, które umiejętnie rozkładają ryzyko ekonomiczne na wszystkich obywaleli, tak by przypadkiem po kryzysie nie okazywało się, że w strukturze demograficznej jest 10-letnia dziura (bo wiele rodzin nie miało za co wychować pierwszego lub drugiego dziecka), 25% ludzi choruje na choroby uleczalne we wczesnym stadium rozwoju – tyle, że nie mieli za co ich wyleczyć i teraz będą inwalidami lub przedwcześnie poumierają (zmniejszając nieco bezrobocie; patrz też – czym grozi dobrowolność ubezpieczeń społecznych – dokładne omówienie w punktach).

soundman napisał/a:
p.e.1984 napisał/a:
** Jak system rynkowy alokuje zasoby – i jakie decyzje (indywidualnie racjonalne!) uczestników rynku – prowadzą do nieuniknionych katastrof? Przyjmijmy, że dziś świetnie zarabiają np. prawnicy, bo jest ich niewielu na rynku. Więc na studia prawnicze pchają się masy. "Wolny rynek" dostarcza "uczelni wyższych" dostarczających (za odpowiednie czesne) "prawników". Mija 5 lat, żaden z prawników jeszcze nie ma aplikacji. Płace w branży wciąż wysokie do nieba. Zaczynają aplikacje, mija kilka lat, nagle wszystcy wchodzą na rynek pracy. Mamy nadpodaż prawników. Wynagrodzenia przestają wystarczać na spłatę kredytów zaciągniętych na czesne. Ale w systemie edukacyjnym mamy następne pięć roczników prawników "w produkcji" – i kilka roczników robiących aplikacje!!! Oto wolny rynek w akcji. A planista nigdy by do takiego idiotyzmu nie dopuścił.

Matko, jaki bełkot. To normalne, że jak ktoś uznaje, że dobrym pomysłem byłoby pójście na kierunek prawniczy, to pójdzie na ten kierunek, i żaden chory "planista" nie ma nic do rzeczy.

Nie bełkot, tylko jasna i logiczna prezentacja zagadnienia. Po to są limity przyjęć na studiach, żeby nie pojawiało się w gospodarce mrowie "fachowców", tylko w przybliżeniu tylu – ilu potrzeba. Planista może mieć zbiorcze informacje od pracodawców, znać planowane inwestycje – i mieć dane pozwalające oszacowac popyt w gospodarce. Przeciętny kandydat na studia nie jest w stanie zoptymalizować swojej decyzji, bo "wypłata" z jego decyzji zależy od decyzji wszystkich innych kandydatów na przestrzeni kilku poprzednich – i kilku kolejnych lat. Nawet pojedyncza uczelnia nie jest w stanie ustalić ilu fachowców w danej branży będzie potrzebnych. Dlatego potrzebny jest arbiter / "chory planista" (zabawne, jak osoby o pewnej orientacji potrzebują podpierać się w dyskusji przymiotnikami).

Istota problemu: na edukację wydano pieniądze (inwestycja), które się zmarnowały, bo wytworzony kapitał (ludzkie umiejętności) nie znajdą zastosowania w gospodarce . Kredyt na kształcenie można porównać tu do kredytu na maszyny i urządzenia, które w momencie zainstalowania w zakładzie produkcyjnym okazują się zbędne i nie zostaną wykorzystane do produkcji na potrzeby spłaty kredytu.

soundman napisał/a:
A może skoro boski, nieomylny planista powie, że np. chirurgów mamy już dość, to zabroni ludziom iść na chirurgię i przekieruje ich siłą np. na inżynierię?

"Boski planista" po prostu ustali z uczelniami liczbę studentów, którzy będą kształceni (z poprawką na "odsiew" na pierwszym roku). Dzięki decyzji "chorego/boskiego" planisty nie będzie bezrobotnych chirurgów, społeczeństwo nie zmarnuje pieniędzy na kształcenie ludzi, którzy nie znajdą zatrudnienia, zamiast tego – wykształceni zostaną fachowcy, którzy są w gospodarce potrzebni.

soundman napisał/a:
Totalitaryzm pełną gębą. Dobrze byś się odnalazł ze swoimi poglądami w 1945, kiedy wprowadzano w Polsce stalinizm.

Nie każdy mechanizm optymalizacji alokacji środków jest totalitaryzmem. Zwykle jest po prostu systemową racjonalizacją ludzkich decyzji, które, z powodu problemu koordynacji są niemożliwe do zoptymalizowania na poziomie jednostki. Jeżeli jakaś instytucja zwiększa dobrobyt społeczeństwa, zmniejsza straty, ryzyko – i związane z tym cierpienie – należy ją wprowadzić – niezależnie, czy jest rok 1945, czy 2012 – nawet jeśli osoby zindoktrynowane przez neoliberałów nazwą to "stalinizmem"/"komunizmem"/"socjalizmem" czy "totalitaryzmem".

Reklamy
%d blogerów lubi to: