Polska Myśl Narodowa

Witryna Polska Myśl Narodowa stawia sobie za cel tworzenie i popularyzację opracowań na następujące tematy: interes narodowy Polaków w XXI wieku, polska tożsamość narodowa, postawa narodowa (nacjonalizm) kontra pseudopatriotyzm, historia narodu polskiego i jej narodowa wykładnia, ekonomia i zgubny wpływ forsowania neokolonialnego kapitalizmu na losy narodu, kapitalizm neoliberalny a demografia, cenzura i manipulacje socjotechniczne w Internecie. <!– naSSsDkNe6tDO2ACMtRb5IoMRwo –>

Abbeville’1939 a wojna obronna II RP – zdrada, czy realizm?

Poniższy tekst to przemyślenia autora odnośnie wybranych wątków polityki międzynarodowej i strategii geopolitycznych poszczególnych graczy w roku 1939 i latach poprzedzających wybuch wojny. Część z poruszanych tu problemów jest mało znana Polakom – w efekcie czego w ich świadomości polityczno-historycznej pokutują szkodliwe mity, wykorzystywane współcześnie do wygrywania poparcia Polaków dla antypolskiej polityki (i antypolskich ugrupowań).

Krytycy postawy Anglii i Francji w 1939 r. zwykli ignorować sabotowanie kredytów dla Polski przez rząd Anglii – i to nie tylko angielskich kredytów – ale i francuskich (przy jednoczesnym hojnym kredytowaniu zbrojeń III Rzeszy!). Zwykli również ignorować taki drobiazg, jak planowe niepoinformowanie przez „aliantów” polskiego wywiadu o tajnym protokole dodatkowym do paktu Ribbentrop – Mołotow, co przesądziło o stawianiu III Rzeszy oporu do końca – zamiast warunkowej kapitulacji, przy świadomości nieuniknionego natarcia Armii Czerwonej. „Alianci” Polski czuli się bezpieczni. Hitler w doktrynie ogłoszonej w „Mein Kampf” głosił walkę o „przestrzeń życiową” dla narodu niemieckiego – Lebensraum – na wschodzie. Ten „wschód” nie kończył się na granicy II RP. Prawdopodobnie stratedzy i analitycy angielscy zakładali, że ekspansja III Rzeszy zakończy się konfliktem z ZSRR. Czy znano stalinowskie plany podboju Europy – bardzo wątpliwe. Niemniej – zapewne liczono się z takimi planami. Być może chciano, by III Rzesza dokonała tego, co nie udało się siłom interwencyjnym i wojskom „białych” generałów. Archiwa angielskie dotyczące tych kwestii nie zostały odtajnione.
Wiadomo, że III Rzesza według wizji Hitlera planowała ludobójczą ekspansję na planowo niedozbrojonym przez „aliantów” wschodzie. Na zachodzie natomiast Francja i Belgia wzniosły potężne fortyfikacje graniczne, uważane za niemożliwe do zdobycia. Jedynym potencjalnym sojusznikiem Polski przeciw Niemcom była Czechosłowacja. Państwo to zostało pozbawione możliwości skutecznej obrony na mocy postanowień traktatu monachijskiego z 1938 r., zgodnie z którym czeski rejon umocniony w Sudetach „alianci” przyznali III Rzeszy. II RP wolała wziąć udział w rozbiorze Czechosłowacji niż – stworzyć z nią koalicję i odrzucić monachijski dyktat. Polscy politycy przeoczyli ostatnią realną szansę ocalenia Polski. Ofertę pomocy antyhitlerowskiej zgłosił również ZSRR – i to zarówno Polsce jak i Czechosłowacji. W szczerość intencji Stalina oczywiście nikt w Polsce nie wierzył. W możliwość zaspokojenia apetytów Hitlera Gdańskiem i eksterytorialną autostradą – również.
Czytaj więcej

Reklamy

Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej

O ksenofobii i walce z nią

Podobnie jak w przypadku „antysemityzmu”, którego przejawem jest dowolne naruszenie interesów mniejszości żydowskiej w danym państwie, tak i w przypadku „ksenofobii” – definicja tego pojęcia, stosowana przez środowiska „walczące” z nią wydaje się obejmować każdy przejaw odróżniania „swoich” od „obcych”. Pojawia się kilka problemów. Jeżeli do domu zamieszkanego przez jedną rodzinę wprowadzi się osoba z nią nie spokrewniona, nie oczekujemy, że osoba ta będzie traktowana z zaufaniem, że otrzyma prawo decydowania o sprawach całej rodziny. Zachowanie domowników jest podyktowanie ich dobrze pojętym interesem – intencje deklarowane przez sublokatora nie muszą się pokrywać z faktycznymi zamiarami. Ale „ksenofobia” wg wojujących z nią to nie tylko nieufność. To także stawianie interesów domowników ponad interesami sublokatora – i nieuleganie jego żądaniom w sytuacjach konfliktu interesów. Członków rodziny obejmuje, wynikający z więzów krwi, obowiązek wzajemnej lojalności. O co „antyksenofobom” chodzi? O zniszczenie etnicznego fundamentu tożsamości narodowej – o ten prymat lojalności wewnątrznarodowej. Jeżeli państwo narodowe staje się „ślepe” na interes swojego narodu (żądając tego samego od narodu za pomocą stanowionego prawa)- i zaczyna stawiać ponad tym interesem – interes imigrantów i mniejszości narodowych, pomiędzy naród i jego państwo zostaje wbity klin. Kto ma ochtę płacić podatki, z których będą finansowane zasiłki dla nieintegrujących się mniejszości narodowych, których przedstawiciele nie mają ochoty podejmować pracy? Kto uzna za swoje państwo, w którego władzach dominuje obca mniejszość etniczna, a stanowione przez nią prawo zakazuje rozpowszechniania informacji o pochodzeniu etnicznym rządzących? Czy zaakceptujemy sytuację, w której sublokator będzie decydował o sprawach rodziny i zakaże używania argumentu, że nie jest członkiem rodziny?

“Ustawa o ochronie danych osobowych”, Art. 27. 1.
Zabrania się przetwarzania danych ujawniających pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową(…)
Za naruszenie powyższych przepisów prawodawca przewidział sankcje karne w formie grzywny lub kary ograniczenia wolności albo nawet pozbawienia wolności od 1 roku do 3 lat, np. za ujawnienie pochodzenia rasowego lub etnicznego(…)
Źródło: http://www.kodeks.wirt.pl/index.php?uodo

To oczywiście nie wyczerpuje ani problemu mniejszości narodowych ani „ksenofobii”. Obok aspektów politycznych, ekonomicznych i kulturowych istotne sa również aspekty demograficzne, wagi których coraz bardziej są świadomi Niemcy, Francuzi, Szwedzi i Norwegowie. Serbowie zostali wypędzeni przez szybko rozmanażającą się mniejszość albańską z kolebki narodu serbskiego – Kosowa. Polacy wciąż czekają, aż problem dojrzeje.
Ksenofobia jest więc naturalnym składnikiem troski o dobro własnego narodu. Troski wydającej się irracjonalną, bo pojawiającej się, zanim problemy się ujawnią.
Kampanie przeciw „ksenofobii” są nieodłącznie związane z ogólnoświatową propagandą popularyzującą multikulturalizm – i mają tych samych animatorów.

Nigdy się nie zgodzę, że społeczeństwo powstaje wyłącznie na zasadzie uznawania tej samej władzy i tych samych praw. Społeczeństwo może zaistnieć dopiero wtedy, kiedy ludzie tak samo patrzą na wiele zjawisk i mają te same poglądy na wiele spraw, kiedy wreszcie te same fakty wzbudzają w nich te same wrażenia i te same myśli.(1)
Aleksy de Tocqueville

WALKA Z KSENOFOBIĄ

Zbigniew Musiał, Bogusław Wolniewicz
(fragmenty książki Ksenofobia i wspólnota)

1. POŁOŻENIE ŻYDÓW
Zacznijmy od pewnego faktu wydawniczego, który zaprowadzi nas od razu w samo centrum zagadnienia. Ukazała się ostatnio książka niezwykła. Jest to dzieło dwóch autorów amerykańskich: Hertzberga i Hir-Manheimera „Żydzi: istota i charakter narodu”.(2) Są oni nie byle kim: Hertzberg jest rabinem i wpływową postacią wśród Żydów amerykańskich, wieloletnim przyjacielem i bliskim współpracownikiem Edgara Bronfmana, przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów. Hirt-Manheimer jest naczelnym redaktorem kwartalnika „Reform Judaizm”, organu Związku Amerykańskich Gmin Hebrajskich. Książka budzi podziw czytelnika śmiałością intelektualną i odwagą cywilną jej autorów, a zarazem wzbudza w nim szacunek dla narodu żydowskiego. I czyni to nieporównanie skuteczniej niż mnogie ostatnio publikacje cierpiętniczo-judeofilskie, jak chociażby głośne u nas ongiś wystąpienie prof. Jana Błońskiego. Hertzberg i Hirt-Manheimer mają szczerość i śmiałość powiedzieć w imieniu Żydów do nie-Żydów: „stanowimy lud odrębny – i w tym istota problemu”.
Czytaj więcej

Hasbara w polskim internecie. Definicja, metody, organizacja (wikipedia).

Ponieważ w polskiej wersji wikipedii brak hasła hasbara, pora zapełnić tą lukę informacyjną. Zawartość anglojęzycznej wikipedii niestety rozczarowuje. Z tego powodu, aby pełniej przybliżyć polskiemu czytelnikowi zjawisko, definicja zostanie uzupełniona kilkoma występującymi w polskim internecie artykułami – oraz uwagami autora.
Polska przestrzeń informacyjna od dawna jest atakowana przez najróżniejsze odmiany propagatorów interesów Izraela i diaspory żydowskiej. Przejawami aktywności propagandowej są takie sprawy jak medialna otoczka zbrodni w Jedwabnem, rozmaite akcje promujące multikulturalizm, w szczególności – co oczywiste – kulturę żydowską. Te zjawiska nie narastają skokowo, ale Polska w roku 2012 różni się uderzająco pod tym względem od Polski z 1992 r. Niektóre akcje antypolskie przybierają bardzo szokujące formy, jak np. to, co robiła Y. Batrana we współpracy z „Krytyką polityczną”. Nie jesteśmy w stanie ustalić, jaka część obserwowanej aktywności medialnej środowisk żydowskich jest zarządzana z zewnątrz, a jaka jest zwykłą, spontaniczną działalnością, która by istniała bez ośrodków koordynujących różne akcje. Wiele z tych akcji nie wyczerpuje definicji hasbary, bo też w Polsce działania środowisk żydowskich mogą mieć cele inne niż w pozostałych krajach świata, choćby ze względu na kwestię restytucji mienia żydowskiego. Czytaj więcej

Uwłaszczać na majątku narodowym aż kamień na kamieniu nie zostanie

O reprywatyzacyjnym amoku i jego beneficjentach – oraz tych, którzy za to płacą

Motto:
Nic nikomu się nie należy
B. Wolniewicz

W III RP od 1989r trwa proces uwłaszczania się na majątku narodowym różnych grup. Jedną z nich są wszelakiej maści „spadkobiercy”:
Ogród Saski – Zamoyscy
Szczawnica – „spadkobiercy”
Wilanów – „spadkobiercy”
Ta lista to przecież nawet nie promil tego, co się w Polsce dzieje – półlegalnie (link) i zupełnie nielegalnie. Postawa polskich władz otworzyła drogę dzieciom i wnukom panów Helmutów, Heinzów, Hermanów i Fritzów – do upominania się o majątek ojców i dziadów, który im „komuniści” „bezprawnie” zabrali w Breslau, Danzig und Stettin albo innym Westpommern czy Oberschlesien.
Nie ma się więc co dziwić, że również potomkowie panów Rozenbluma, Goldbauma czy Rozenzweiga (oraz – nie-potomkowie, poczuwający się do prawa własności różnych obiektów w Polsce) przystąpili do walki o swój kawałek polskiego tortu (gwoli przypomnienia – o swój kawałek tego radziwiłłowskiego „postawu z czerwonego sukna” bił się [miast narodowego majątku niczym Rejtan bronić] i Kościół Katolicki pod wiadomym światłym przywództwem). O sprawach reprywatyzacyjnych i restytucyjnych machlojek piszą nieśmiało różni publicyści, a fali grabieży narodu polskiego (państwowe to narodowe, a nie niczyje – i póki jest państwowe, to złodzieje są tylko chwilowymi zarządcami tego majątku, których można przepędzić przy użyciu kartki do głosowania) nie powstrzymuje nic. Czytaj więcej

Standard złota i strefa euro jako czynnik kryzysogenny

Tekst wydzielony z Druk pieniądza, parytet złota i recesje.

„Złota waluta” a unia monetarna – skutki makroekonomiczne

Jeśli ktoś choć pobieżnie śledził wiadomości ekonomiczne na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, powinien zetknąć się z pojęciem sztucznego zaniżania kursu jena do USD lub juana (waluta ChRL) do USD. W jakim celu rządy Japonii i Chin mogły zaniżać kurs własnej waluty? Najłatwiej zrozumieć to na przykładzie.

Jeśli robotnik chiński zarabia 1000 juanów i wytwarza za tą pensję np. jeden samochód na miesiąc, a robotnik w USA za równowartość 1000 dolarów wytworzy 2 samochody na miesiąc, to aby Chiny mogły eksportować do USA swoje samochody juan musi być wart nie więcej niż niż 0,5 USD (zakładamy identyczną jakość i brak kosztów transportu!). Jeśli dzięki nowym maszynom i innej organizacji pracy pracownik w USA będzie w stanie wytworzyć 4 samochody miesięcznie, kurs juana do dolara będzie musiał spaść do 0,25 USD, aby chiński samochód był nie mniej atrakcyjny dla amerykańskiego nabywcy niż wytworzony przez lokalnych producentów. Znaczy to mniej więcej tyle, że mierzona samochodami pensja robotnika chińskiego musi być (wskutek jego 4x niższej produktywności pracy) 4x niższa niż pensja pracownika w USA. Cena samochodu będzie identyczna w obu krajach. Jeśli rząd Chin będzie chciał ułatwić eksport samochodów, może obniżyć kurs juana jeszcze bardziej – do np. 0,2 USD. W tej sytuacji konsument w USA będzie mógł nabyć chiński samochód taniej niż amerykański (przemysł w USA zbankrutuje, a pracownicy pójdą na bezrobocie – tak jak np. Hiszpanie i Grecy). Obniżka kursu juana zmniejszy siłę nabywczą chińskiego robotnika na rynkach dóbr importowanych z USA. Amerykańskie samochody będą więc droższe w Chinach niż chińskie.

Czytaj więcej

Jak Anglia i USA planowały odebrać Polakom Śląsk i Pomorze

Sojusznicy? Truman, Marshall i Churchill chcieli nam odebrać Ziemie Zachodnie

Fakty przytoczone w tekście są istotne dla odkłamania historii „nauczanej” w polskich szkołach współcześnie. W ich świetle „rząd londyński” i gen. Anders w imię racji stanu nieistniejącej już II RP decydują się ugodzić w interes narodowy Polaków, związany w tamtym okresie – czy się to komuś podoba, czy nie – z PRL i jego granicami zachodnimi. Nieświadomie wpisują się w formułowane przez Churchilla i Trumana plany odebrania Polakom Ziem Odzyskanych.
Problem nieliczenia się z polskim interesem narodowym – a nawet wystawianiem narodu polskiego na ciosy przez zachodnich „sojuszników” był poruszony w innym kontekście (Zdradzeni 17 września – jak “Ruskie” mordowały “miliony” Polaków), warto przejrzeć również tekst, który powstał ku przestrodze Polaków szukających drogi do idei narodowej – i zwodzonych przez prowokatorów (Kompromitacja NOP i KNP w Wałczu – polemika z nacjonalista.pl)

Na koniec wstępu – interesujący głos w dyskusji o poniższym tekście (wypowiedź 14., Janmusz): Artykuł pomija kilka bardzo istotnych spraw. Po pierwsze – całkowicie przemilcza stanowisko „jedynie słusznego” i „jedynego legalnego” Rządu RP na uchodźstwie, który to rząd oficjalnie deklarował, że jest przeciwny przyłączeniu Wrocławia i Szczecina do Polski (uwaga. Red.PMN: Premier Arciszewski w wywiadzie dla „Sunday Times” z 17 grudnia 1944 w sprawie granic zachodnich stwierdził: żądamy naszych etnicznych i historycznych terytoriów, które znalazły się pod władzą niemiecką. Dodał jednak: Ale nie chcemy rozszerzać naszej granicy na zachód tak, by wchłaniać osiem do dziesięciu milionów Niemców. „Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina” Arciszewski zignorował to, że 15 grudnia 1944 Churchill powiedział w Izbie Gmin, co Polacy mają zrobić z tymi Niemcami (w skrócie – powiedział, że należy ich wypędzić, bo to metoda „najbardziej satysfakcjonująca i trwała”): The transference of several millions of people would have to be effected from the East to the West or North, as well as the expulsion of the Germans—because that is what is proposed: the total expulsion of the Germans—from the area to be acquired by Poland in the West and the North. For expulsion is the method which, so far as we have been able to see, will be the most satisfactory and lasting. There will be no mixture of populations to cause endless trouble, as has been the case in Alsace-Lorraine. A clean sweep will be made. I am not alarmed by the prospect of the disentanglement of populations, nor even by these large transferences, which are more possible in modern conditions than they ever were before.). Po wojnie Wlk Brytania i USA trzymały z Niemcami, bo takie były ich interesy. Ale dlaczego rząd RP, roszczący sobie prawo do władzy nad Polską, działał w interesie Niemiec, a przeciwko polskiej racji stanu?
Po drugie – dążenia Wlk Brytanii i USA do zmiany powojennego status quo były aktywnie wspierane przez polskich polityków i dowódców wojskowych, którzy przygotowywali się do udziału w III wojnie światowej po stronie państw zachodnich. Robił to Anders, robił to Pilecki. I właśnie dlatego Anders został pozbawiony obywatelstwa polskiego. I właśnie dlatego Pilecki został skazany na śmierć.

p.e.1984

Czytaj więcej

Kompromitacja NOP i KNP w Wałczu – polemika z nacjonalista.pl

Narodowiec buszując po polskim internecie natyka się na różne wizje patriotyzmu i różne sposoby rozumienia pojęcia „nacjonalizm”. Bardzo często nacjonalizm jest utożsamiany z „antykomunizmem” i wrogością wobec Rosji i Rosjan (i – niestety – właściwie niczym więcej). Postawy wobec Niemców są łagodniejsze, co zaskakuje każdego, kto potrafi liczyć pomordowanych.
Jednym z bardziej groteskowych efektów „antykomunistyczno”- antyrosyjskiego (antysowieckiego) „nacjonalizmu” był happening raportowany na portalu nacjonalista.pl w artykule pod tytułem „Wałcz: komunistyczna okupacja to nie wyzwolenie”. Nie chcę przytaczać w całości artykułu ani dyskusji, jaka tam się wywiązała. Należy jednak wspomnieć o kilku faktach, które są istotne dla całego ruchu narodowego w Polsce – i mogą być pożyteczną nauczką
.

Samo wystąpienie patriotycznej młodzieży przybrało dość szokujący charakter, co zaowocowało określonym komentarzem z mojej strony (patrz zrzut ekranowy linkowany poniżej). Niepokojące jest zachowanie administracji serwisu. Mój pierwszy, krytyczny komentarz został natychmiast usunięty. Kiedy go zamieściłem ponownie – stałem się obiektem niewybrednych ataków, po czym – następnego dnia – zniknęły wypowiedzi atakującego mnie administratora (WT, Wojciech Trojanowski), zarzucającego mi inter alia brak odwagi- oraz obszerne fragmenty moich wpisów. Czy usuwanie własnych wypowiedzi i cenzurowanie cudzych jest aktem odwagi – niech czytelnik sam osądzi, tu zamieściłem zrzut ekranowy strony sprzed interwencji cenzora:
https://myslnarodowa.files.wordpress.com/2012/02/nacjonalista_pl_walcz_17_02_2012_00_13.png (rozmiar: 1,9 MB)
https://myslnarodowa.files.wordpress.com/2012/02/nacjonalista_pl_walcz_17_02_2012_00_13g.png (czarno-biały, rozmiar: 812 KB)

Tytułem wprowadzenia – Deutsch Krone (od 1945: Wałcz) to eks-niemieckie miasto, należące przed II Wojną Światową do III Rzeszy (od 1932 mialo status twierdzy). Cała niemiecka ludność (o polskiej nie znalazłem wzmianek) została w styczniu 1945 ewakuowana do Demmin (za Odrą).
Spójrzmy na fragmenty ulotki, bo te są o wiele bardziej istotne:

„Trzeba mówić prosto i otwarcie: 12 lutego Wałcz nie został wyzwolony; 12 lutego Wałcz znalazł się pod komunistyczną okupacją, bardziej krwawą nawet, niż niemiecka„.

Czytaj więcej

Cenzura: Google ukrywa, Polakom nie wolno znaleźć w Internecie

System informacyjny jest niezwykle ważny dla kształtowania postaw, poglądów i systemów wartości Polaków (i każdego innego narodu). Naród, który utracił kontrolę nad własnym systemem informacyjnym jest skazany na zagładę. Nie będzie w stanie skutecznie reagować na zagrożenia – bo nie będzie podejrzewał ich istnienia. Świadomość narodowa zaniknie – a wraz z nią – tożsamość narodowa. Sam naród zostanie wchłonięty bądź przez inny naród, który utrzymał kontrolę nad swoim systemem informacyjnym – bądź przez wielonarodowe imperium (w którym też jakiś naród dominujący przecież będzie).

System informacyjny jest złożony z wielu elementów, z których coraz istotniejszym jest Internet. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, na jak dużą część artykułów, które uznaje za ważne, natyka się przypadkowo, przeglądając rożne strony – bądź poprzez hiperłącza nadesłane przez znajomych? Czy ktoś pamięta ile ważnych dla siebie treści znalazł za pośrednictwem wyszukiwarki? Czy ktoś wie, jaka część informacji, które – przetworzone na artykuły, notatki czy wykresy – dotarły do niego, zostały pozyskane przez ich autorów(/autorki) za pośrednictwem wyszukiwarki? Zapewnie takiej rachuby nie robi nikt – gdyby zrobił – mógłby się przestraszyć. Ale dlaczego?

Nasz (XXI-wieczny) system informacyjny składa się z dwóch kanałów- biernego – to treści serwowane nam przez otoczenie (media i osoby, z którymi się kontaktujemy) i czynnego/interaktywnego – takim jest internet. Internet jednak nie jest jednolitym medium. Składa się on z witryn gromadzących pewne treści – wyselekcjonowane przez właścicieli stron i podstron (serwisów internetowych)- i stron gromadzących informacje katalogowe o zawartości wszystkich innych witryn (wyszukiwarek internetowych).
Serwisom internetowym nie musimy ufać – ich treści są przecież w jakiś sposób powiązane z poglądami i interesami właścicieli. Wyszukiwarki natomiast są w teorii zainteresowane jak najrzetelniejszym i najbardziej dokładnym katalogowaniem wszystkich stron/artykułów publikowanych przez serwisy. Sprawa ACTA pokazała, że wyszukiwarka internetowa może jednak kierować się określonymi interesami filtrując treści. Ale przecież „ocenzurowano” treści nielegalne – odnośniki do plików zamieszczanych przez osoby, które nie posiadają praw autorskich do tychże plików. Czyli możemy spać spokojnie?
Czytaj więcej

Prawda o ubezpieczeniach społecznych i systemie emerytalnym

Wskutek emigracji i katastrofy demograficznej (patrz też „Wojna demograficzna: … Co wygania Polaków z III RP?”) doszło w III RP do zapaści finansów publicznych na tyle głębokiej, że zdolność państwa do zapewnienia godziwego życia przyszłym emerytom stała się bardzo dyskusyjna. Problem został zaostrzony reformą systemu emerytalnego, opracowaną przez finansowych gangsterów bądź głupców – a wdrożoną przez dyletantów bądź dywersantów. Obecnie w debacie publicznej kwestia systemu emerytalnego jest poruszana przez środowiska neoliberalne, konserwatywno-liberalne, „wolnorynkowe” i libertariańskie. Zdaniem tych środowisk system emerytalny powinien zostać zlikwidowany, bo

  • „jak każdy system ubezpieczeń zwalnia ludzi z odpowiedzialności za siebie” (dlatego zapewne „wolnorynkowcy” nie ubezpieczają domu od pożaru i powodzi)- oraz
  • „jest przymusowy, a »nic, co jest przymusowe nie może być dobre«” (przestrzeganie prawa też jest przymusowe, więc …)
  • „to z powodu wprowadzenia systemu emerytalnego doszło do katastrofy demograficznej – ludzie nie chcą mieć dzieci, które będą ich utrzymywać na starość, bo państwo i tak zapłaci emeryturę” – zapraszam do lektury o przyczynach katastrofy demograficznej – szczególnie polecam rzucić okiem na słynące z socjalu państwa skandynawskie – zapewne tam nie ma systemu emerytalnego, prawda?

Problem ubezpieczeń społecznych i systemu emerytalnego jest zagadnieniem niemożliwym do wyczerpującego omówienia w krótkim tekście. Dlatego niektóre problemy zostaną jedynie zasygnalizowane.

W skrócie – opiszę, jak doszło do powstania systemu emerytalnego i systemów ubezpieczeń społecznych, ponieważ robotników nie było – przy wolnorynkowych płacach – stać na opiekę lekarską ani na gromadzenie oszczędności by zabezpieczyć swój byt na starość – a ich dzieci – na utrzymywanie rodziców. Spróbuję wyjaśnić, dlaczego, wobec słabszej pozycji negocjacyjnej (stan dominujący na rynku pracy), pracownik otrzymuje od pracodawcy najmniejsze możliwe wynagrodzenie, które będzie bliskie kosztom przeżycia (ale niekoniecznie – wychowania dzieci). Pokażę, dlaczego w tej sytuacji ubezpieczenia społeczne są koniecznym składnikiem płacy minimalnej, gwarancją, że nikt na czymiś zdrowiu i bezpieczeństwie emerytalnym nie będzie oszczędzał („koszty pracy”). Na koniec przedstawię w jaki sposób mogą zostać uruchomione (zgodnie z logiką działania mechanizmu rynkowego) procesy niszczące system ubezpieczeń społecznych – nawet w sytuacji, jeśli dotychczas spełniał on swoje zadanie bardzo efektywnie. Ponadto zaprezentuję główne źródła problemów dotykających polski system ubezpieczeń społecznych.

Dlaczego jeden ubezpieczyciel
patologie- cherrypicking, preexisting condition, biznes wyszukiwaczy powodów do niezapłacenia za opiekę medyczną.
OFE jako oszustwo – wystarczy komputer z oprogramowaniem przeliczającym dane aktuarialne. Tymczasem mamy kilkanaście świetnie opłacanych zarządów – plus sowicie wynagradzane spółki-matki tego biznesu. Płaci emeryt – już dziś, by nie mieć co jeść jutro.
OFE nie tworzą żadnej nowej wartości w gospodarcze – po prostu płacą za już istniejący majątek – kilka razy powyżej jego wartości księgowej (P/BV akcji na GPW)

Nikt nie wie ile odkładać, nikt nie wie, jak długo będzie żył.
Dziedziczenie oszczędności emeryta jest złe, podnosi koszty społeczne – konieczne jest oszczędzanie większej części zarobków.

W niniejszym tekście spróbuję pokazać, dlaczego system emerytalny został wprowadzony w takiej postaci – i dlaczego – wraz z innymi elementami systemu ubezpieczeń społecznych – powinien pozostać powszechny i obowiązkowy.

Czytaj więcej

Druk pieniądza, parytet złota i recesje

Przez internet przetaczają się dyletanckie nawoływania „konserwatywnych liberałów”, „wolnorynkowców” i wszelkiej maści zwolenników szkoły austriackiej do wprowadzenia parytetu kruszcowego dla walut, aby „rządy nie mogły drukować pieniędzy” – bo ma to rzekomo skończyć się inflacją.

Na początek spójrzmy, jak w historii kryzysów o charakterystyce zbliżonej do obecnie obserwowanej druk pieniądza przekładał się na inflację.

Przede wszystkim – co to znaczy „drukować pieniądze”? To oznacza powiększać bazę monetarną (monetary base, „high power money”). Tak się składa, że nie zawsze zwiększenie ilości pieniądza papierowego w obiegu przekłada się na wzrost agregatów pieniądza mających wpływ na inflację (bo o podaży pieniądza w gospodarce przesądza ostatecznie rozmiar akcji kredytowej banków – obserwowany za pomocą agregatów M2 i M3 – por. Mechanizm kreacji pieniądza i mnożnik kreacji pieniądza lub Money multiplier). Jedną z teorii wyjaśniających ten fenomen jest „liquidity trap”.
Spójrzmy na Japonię (GDP deflator to jeden z możliwych wskaźników inflacji):


Źródło: http://krugman.blogs.nytimes.com/2011/05/12/send-in-the-cranks/. Czytaj więcej

%d blogerów lubi to: